Strona główna

sobota, 14 grudnia 2013

Śnieżynki na paznokciach? Banał! Ta... akurat.

Chcę mieć świąteczne paznokcie. Chciałam kupić naklejki wodne ze śnieżynkami, mikołajami etc., ale naklejek brak. Googluję, patrzę, ludzie sami takie robią. Nawet ładne. Twierdzą, że to banał. Jedna kreska, druga, trzecia i gotowe. Wątpię, ale nie ma naklejek, więc robię z myślą, że dam radę.

Ehe.

3 niebieskie lakiery, jeden biały, dwie gąbki, sonda i jeden ekstra cienki pędzelek (podwędzony z zasobów modelarskich mojego Mężczyzny, cii...!).


Ja nie wiem co jest ze mną nie tak, ale ręce telegrafowały nadając nieznany nikomu komunikat. Biały lakier robił smugi. Wyszła katastrofa którą uratował Top Coat, który jakoś powyrównywał wszelki góry i doliny na płytce. Uf, żyję.


Zaklinałam się, że zrobię im foto i tu wrzucę tylko dlatego, że więcej się ich nie podejmę. Tylko, że jakoś te zdjęcia ładnie(j) wyszły, niż miały. Może więc jeszcze raz je zrobię? Chyba, że machnę choinki, takie jak zrobiła KOKietka tylko że z bombkami ;).


W każdym razie nikt mi nie wmówi, że robienie takich śnieżynek jest proste. Śmiem twierdzić, że gdyby tak było, to mój mani wyglądałby jednak lepiej na żywo.

środa, 11 grudnia 2013

Przytulny, ciepły, zimowy dom.

Chyba każdy człowiek o takim marzy. I najlepiej, żeby taki nastrój panował wg naszego widzimisię - co, jak, kiedy i gdzie. U mnie atmosfera zimowo-świąteczna co roku gości ze sporym wyprzedzeniem Wigilii. I jest mi z tym niezwykle dobrze. Taki ciepły dom to dla mnie mieszanka prostych rzeczy, które zorganizować może każdy - trzeba tylko troszkę chcieć.

Na początek można zadbać o zapach, podniebienie i dobrą zabawę. Nie ma to jak domowe wypieki.

Ciastka przypominające Bounty. Jeszcze ciepłe, prosto z blachy.

 Potem kruche maślane ciasteczka. Gwiazdki, dzwonki, kwiatki, ptaszki, księżyce. Niebawem dopiekę rogaliki z jabłkiem i cynamonem, pierniczki i jakieś ciasto.

Z owoców: koniecznie mandarynki i pomarańcze. Reszta to dodatek. Trafią jutro do fondue czekoladowego.

Słodkości smakują najlepiej, kiedy zmienia się wystrój. Zagnieździł się w różnych kątach domu. W kuchni na parapecie zagościły świeczniki, serwety, a kaktus zmienił osłonkę doniczki (na kubek z Empiku - nie polecam. Miałam dwa, obydwa strzeliły podczas parzenia herbaty).

Na kuchenny stół wdarł się prosty stroik ze świerku i gwiazd betlejemskich.

Do pokoju został dotachany żywy świerk, który już zmienił się w choinkę. U nas nie czeka się do Wigili, aby sprawić sobie drzewko. Jest pstrokate, kolorowe, błyszczące. 

Lubię ozdoby. I te słodkie czekoladowe "bombki", szyszki z modrzewi, świerków i sosen, które sama zbieram i ręcznie maluję na srebrno i złoto.

Cieszą mnie tradycyjne i te plastikowe, kiczowate elementy.

 Największe szyszki w brokacie znalazły swoje miejsce pod choinką.

Na przekór deszczowi za oknem zaczęłam paradować w nowych kolczykach - śnieżynkach.

Pojawił się też nowy zwyczaj. Z dwiema koleżankami robimy sobie mikołajki, idziemy do kawiarni. A potem cieszymy się jak dzieci z zawartości prezentów. A co jest w środku? W tym roku przygotowane przeze mnie paczuszki zawierały ręcznie malowane szyszki na choinkę, jakąś bombkę, cukierki, lizaki, domowe ciasteczka. Nic wyszukanego i zobowiązującego. Z założenia coś niedrogiego, od serca, coś "swojego". Proste rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechasz.

I wierzcie, że się uśmiechnęłyśmy. :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Biżuteria handmade: perełki + ulubione jesienne koczlyki - orzeszki

Dawno nie pokazywałam nic z biżuterii, którą czasem robię. Pokażę dziś kilka rzeczy, które bardzo lubię. Wykonane ze szklanych perełek i/lub elementów posrebrzanych/antyalergicznych.

W tych kolczykach często biegam na co dzień:


Mam sporo perełkowych elementów w biżuterii. Rzadko noszę naszyjniki, ale z tym nigdy nie mam problemu, aby dopasować go do któryś z moich kolczyków:



I na koniec zdjęcie kolczyków z orzeszków laskowych. Co jesień w nich biegam, a nieznajomi zaczepiają mnie często z pytaniami: "przepraszam, czy to prawdziwe żołędzie/kasztany?".  Więcej kapitalnych jesiennych kolczyków (i innych) prezentowała u siebie Mika.


Żegnam jesień, witam zimę (mimo, że za oknem jej u mnie nie widać). Już wyciągnęłam zimowo-świąteczne ozdoby, zaraz lecę piec maślane ciastka i kokosanki. Czas odpocząć od uczelni i zająć się tym co najważniejsze - domem. A w domu robi się cieplej i przytulniej. 
Też już stroicie swoje mieszkania i domy? :)

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołaj mnie odwiedził :D

Myślałam, że jestem najzupełniej w świecie za stara, a tu psikus. Św. Mikołaj co prawda przeobraził się w mojego Mężczyznę i przyszedł nie dziś, a ostatniego listopada, ale ja i tak jestem zachwycona. Poniżej przedstawiam prosty sposób jak uradować kobietę.


 Najprościej: sprawić jej bombę. A najlepiej 4 różne, których szukała wcześniej przez miesiąc w sklepie i nigdy ich w nim spotkać nie umiała.

Po pierwsze: miód i wosk pszczeli.

Po drugie: gruszka, cynamon i chabry.

Po trzecie: skórka z pomarańczy i chili.

Po czwarte: czekolada i płatki wanilii (storczyka).

Podejrzewam, że nie jedno dziecko 6. grudnia będzie mniej uradowane ze swoich zabawek niż ja. Jeśli mój "Mikołaj" tu kiedyś do mnie trafi: jeszcze raz dziękuję :D.

wtorek, 3 grudnia 2013

Ile wydałam pieniędzy w listopadzie? Rozliczenie miesięczne.

Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że potrafię robić zakupy z głową. Potrafię ograniczyć (nie łudzę się, że potrafię całkiem wyeliminować) wpływ reklam na moje chciejstwo, nie gromadzę zbędnych rzeczy, a dzięki informacjom z blogów coraz częściej wpadają w moje ręce kosmetyczne perełki o dobrych, bądź b.dobrych właściwościach.

W listopadzie trwał szał w Rossmannie, a ja dodatkowo szperałam po Allegro. Listę moich zakupów prezentowałam w tym poście. Z nowych nabytków do tej pory udało mi się zrecenzować wiśniowy lakier do paznokci.
Wydatki: listopad 2013
68,35 zł

Tradycyjnie: graficzne zobrazowanie (żeby łatwiej przemówić do -mojej- wyobraźni) wydatków:


Co ciekawe w tej kwocie mieści się aż 13 różnych produktów. Z prostych obliczeń wynika, że jeden produkt kosztował średnio ok. 5,26 zł. To bardzo niewiele jak na babskie zachcianki. Najtańszą kupioną rzeczą był skośny pędzelek do cieni (1,44 zł), najdroższą cień Maybelline Color Tattoo za 14,39 zł. Mimo niskiej ceny, żaden z tych przedmiotów do tej pory nie okazał się słabej jakości (może średniej, a większość oceniam bardzo pozytywnie). Przemyślane zakupy to dobre zakupy.

Nie robię założeń wydatkowych na grudzień. Myślę, że i bez tego nie będę rozrzutna. ;)