Chcę mieć świąteczne paznokcie. Chciałam kupić naklejki wodne ze śnieżynkami, mikołajami etc., ale naklejek brak. Googluję, patrzę, ludzie sami takie robią. Nawet ładne. Twierdzą, że to banał. Jedna kreska, druga, trzecia i gotowe. Wątpię, ale nie ma naklejek, więc robię z myślą, że dam radę.
Ehe.
3 niebieskie lakiery, jeden biały, dwie gąbki, sonda i jeden ekstra cienki pędzelek (podwędzony z zasobów modelarskich mojego Mężczyzny, cii...!).
Ja nie wiem co jest ze mną nie tak, ale ręce telegrafowały nadając nieznany nikomu komunikat. Biały lakier robił smugi. Wyszła katastrofa którą uratował Top Coat, który jakoś powyrównywał wszelki góry i doliny na płytce. Uf, żyję.
Zaklinałam się, że zrobię im foto i tu wrzucę tylko dlatego, że więcej się ich nie podejmę. Tylko, że jakoś te zdjęcia ładnie(j) wyszły, niż miały. Może więc jeszcze raz je zrobię? Chyba, że machnę choinki, takie jak zrobiła KOKietka tylko że z bombkami ;).
W każdym razie nikt mi nie wmówi, że robienie takich śnieżynek jest proste. Śmiem twierdzić, że gdyby tak było, to mój mani wyglądałby jednak lepiej na żywo.
























