Strona główna

środa, 15 kwietnia 2015

Kopalnia Soli w Wieliczce - zdjęcia i relacja ze zwiedzania

Zapraszam do obejrzenia zdjęć i przeczytania jak minął mi czas na terenie kopalni soli, z której śmiało nasz kraj może być dumny.


Zanim wybrałam się do Wieliczki szukałam o niej informacji w internecie. Byłam tam w szkole podstawowej, ale teraz już jako dojrzała osoba chciałam ponownie zaznajomić się z tym unikatowym miejscem. Czytając relacje innych (polskich) turystów byłam zszokowana - spotkałam się z kilkoma opiniami, że niby ładnie, ale za mało czasu na oglądanie, za to na około sama komercha, a ceny biletów i pamiątek z księżyca. Postanowiłam to sprawdzić empirycznie.


 Wieliczka jest nieduża, szyb Daniłowicza, w którym rozpoczyna się zwiedzanie tradycyjnej trasy turystycznej, położony jest przy parkingu dla klientów (5zł/h samochód osobowy - my spędziliśmy tam niepełne 4h) i tężni solankowej. Innych parkingów nie brakuje, ale nie wiem jakie mieli ceny. Bilet normalny - 55zł, ulgowy - 38zł. W cenie biletu jest zwiedzanie muzeum, które jest nieobowiązkowe. Robienie zdjęć to dodatkowy wydatek 10zł. 

Pojechaliśmy tam we wtorek, zaraz po Lanym Poniedziałku - to był trafny wybór, bo nie było tłoku.

Generalnie trasa zwiedzania wygląda tak. Z przewodnikiem 1,5-2h wędrujemy po poziomie I i II. Potem rozstajemy się i każdy podejmuje indywidualną decyzję: przed nami jest sala z zabawami dla dzieci, kilka zabaw interaktywnych, sklepiki z pamiątkami, karczma, a za nimi koniec trasy. Na końcu trasy można wrócić do przewodnika, który wtedy zabierze nas do muzeum lub po prostu skierować się do windy i wyjechać na powierzchnię. Z windy wychodzi się na terenie sklepu z pamiątkami i tam jest rzeczywisty koniec przygody.
Ponoć pod ziemią jest więcej atrakcji - np. kino, ale ta część była niedostępna. Załapaliśmy się za to na krótki spektakl światło-dźwięk.

Zwiedzanie odbywa się w grupach - nasza liczyła 37 os. + polski przewodnik w cenie (trafił nam się przesympatyczny mężczyzna!). Teoretycznie klienci indywidualni czekają, aż zbierze się ich grupa. My nie czekaliśmy, bo akurat grupa uzbierała się nim kupiliśmy bilety. Przy wejściu na trasę można (i warto!) wziąć rozdawane odbiorniki z jednorazową słuchawką. W ten sposób można nieco oddalić się od przewodnika i nadal słuchać jego opowieści.Trasę pokonuje się spokojnym, ale zdecydowanym krokiem. Miałam dość czasu by napatrzeć się na to tajemnicze miejsce i jednocześnie nie zdążyłam się nim znudzić. Były miejsca, w których dość mocno wiało - lekka kurtka mile widziana. Dla dzieciaków czapka.

Zwiedzałam, podglądałam, dopytywałam, robiłam zdjęcia... wyszłam zachwycona. Jedyne co mnie rozczarowało, to podziemna karczma. Planowaliśmy zostać tam na obiedzie, bo informacje o tym miejscu są na stronie kopalni bardzo elegancko zaprezentowane. Jak zobaczyłam odgrzewane kotlety w łaźni wodnej, to przypomniały mi się smutne bary studenckie i wyszłam. 
Bałam się wspomnianej komercji - jednak w sklepikach z pamiątkami nie ma tandety made in China, nikt nie ciągnie za rękę do swojego kramu. Ceny przystosowane do klientów europejskich, ale na pewno nie są nieosiągalne dla przeciętnego Polaka - a mówi Wam to kobieta, która na co dzień jest bardzo oszczędna.  

Parking, zwiedzanie i drobne pamiątki w naszym przypadku były kosztem rzędu ok. 150zł za 2 osoby. Dużo, mało? Cóż, oceńcie sami. Jak dla mnie zwiedzanie z przewodnikiem miejsca, do którego jedzie się czasem raz w życiu, czasem (jak w moim przypadku) raz na 15 lat to jednak nie dużo. Nie mówiąc o tym, że wybieram się do Wrocławia do zoo - 70zł/os. zwiedzanie całości - i ta cena mnie powaliła!

Zapraszam na przegląd zdjęć, które zamieszczam w kolejności ich robienia.

Górnik oddający Kindze pierścień, który wrzuciła do kopalni soli na Węgrzech. Modliła się, by jadąc do Polski złoża soli przywędrowały tu za nią. Wg legendy tak się właśnie stało.

 Wielicka kopalnia jest kopalnią metanową. Dawniej z gromadzącym się gazem radzono sobie rozniecając ogień na długich drewnianych kijach i prowokując "kontrolowane" wybuchy.

Praca była ciężka, rozkruszaną sól pakowano do beczek lub wywożono w większych bryłach na powierzchnię.

 Używano koni, które dożywały 15 lat. Jeśli raz zjechały pod ziemię - pracowały tam aż do śmierci. Często ślepły.

Kazimierz Wielki.

Na suficie pojawiają się nowe, wtórne, białe krystalizacje soli. Złoża są szare.

 Krasnale, "soliródki" nad niewielkim jeziorkiem.

Ta maszyna służyła do napędzania transportu brył soli na inne poziomy w kopalni.

 Kaplica św. Kingi. od niedawna ma przypisanego na stałe księdza i dlatego coraz częściej używana jest nazwa "kościoł św. Kingi". Msze odbywają się co niedziela.

 Jeśli ktoś strasznie protestuje na ceny biletów - zawsze można zajrzeć tam na niedzielną mszę - wejście za darmo, w dodatku transport windą w dwie strony.

 Wiele komnat ma nieziemską akustykę. Przewodnicy udowodnili to włączając muzykę.

 Z tyłu i po bokach są liczne płaskorzeźby i pomniki. Tu - Jan Paweł II.

 Znalazłam też tablice pamiątkowe rzeźbiarzy, którzy poświecili swoje życie by ozdobić kaplicę św. Kingi.

 Dla mnie najatrakcyjniejszymi elementami były ogromne żyrandole. Największy z pewnością nie zmieściłby się w moim pokoju.

Najwyższa komnata w kopalni. To dopiero żyrandol.

 Pomnik górników. Kiedyś zjeżdżano "sznurową" windą. Tzn. do głównej liny zwisającej pionowo w dół szybu przywiązanych było kilka pętli, na których siadali górnicy i tak zjeżdżali w dół.

Nie dziwota, że w tak ekstremalnym miejscu pracy wszędzie wznosiły się modły.

 Nawet deski podtrzymujące ściany obieliła sól.

 Nad jeziorem kolejny raz słuchaliśmy muzyki.

Wśród ważnych postaci, które odwiedziły kopalnię był J. Piłsudski.

Jedna z komór jest jego imienia. Kiedyś można było pływać po jeziorze łódkami, ale po nieszczęśliwym i śmiertelnym wypadku niemieckich turystów zrezygnowano z tej atrakcji. Dziś uważana jest za najbardziej romantyczne miejsce w kopalni.

Poza zwiedzaniem komór i korytarzy można było obejrzeć wystawy minerałów.

 Zauroczyła mnie lampka w kształcie ślimaka. Jednak cena 2200zł zadecydowała za mnie... ślimak nadal czeka na swego nabywcę.

Sól w tej formie może być piękną ozdobą. Taki prosty pomysł: roztwór soli, sznur i gotowe.

 Na tym można byłoby zakończyć zwiedzanie, jednak chcieliśmy jeszcze zajrzeć do muzeum. Wyobraźcie sobie, że tylko my (dosłownie 2 osoby) tam poszliśmy. Przewodnik chyba już liczył na chwilę wolnego, ale widząc nasze chęci zrobił dobrą minę do złej gry i profesjonalnie poprowadził nas przez III poziom.

 Oglądaliśmy różne maszyny.

 Podziwialiśmy dzieła sztuki - tu św. Kinga w interpretacji Jana Matejko.

 Poznawaliśmy narzędzia pracy - takie jak kosze, którymi spuszczano konie.

 Z nadmiarem wody, która po dziś dzień zbiera się na niższych poziomach, radzono sobie systemem rur.

 Takie urządzenia mieli do dyspozycji górnicy...

 ...a takie władca, który przyjeżdżał obejrzeć wydobycie.

 Sól towarzyszyła nam wszędzie. Malowała krajobrazy podobne do tych, które znamy z mroźnych zim.

Wśród ekspozycji jest wiele makiet - ta miała kilka metrów długości i szerokości. Przedstawia Wieliczkę sprzed lat. Większość makiet jest podświetlana i posiada elementy ruchome. To małe dzieła sztuki.

 Gigantyczne koło napędzane było przez 8 koni.

Sól to niewdzięczny surowiec dla rzeźbiarza. Mimo to da się z niej stworzyć np. szopkę.

Zgromadzono tam kolekcję krzyży...


...i obrazów.


 W muzeum były też eksponaty z naszych czasów.

 Niezwykłym miejscem jest jedna z komnat wykreowana na bardzo nowoczesny kościół - krzyż wycięty w soli, przezroczyste krzesła...

...i ołtarz również z bryły soli. Tu również odbywają się msze. I na tym zakończyliśmy zwiedzanie tego miejsca. Jeśli jedziecie do Wieliczki - nie rezygnujcie ze zwiedzania muzeum. W ten sposób przegapicie przynajmniej 1/3 atrakcji!

Z pamiątek wybraliśmy bryłki soli na wózku (11zł) i otwieracz z magnesem (15zł).



Myślę, że za kilkanaście lat ponownie odwiedzę to miejsce. 
To mimo wszystko trochę smutne, że zamiast cieszyć się, że coś Polakom się (w końcu) udało, mamy sukces: unikatową kopalnię, która jako jedna z niewielu rzeczy naprawdę dobrze prosperuje przynosząc zyski - a i tak wielu Polaków woli ją skrytykować.

Ja ze swej strony polecam! Wróciłam tam po latach i poznałam to miejsce na nowo. 

A Wy byliście, będziecie, chcecie tam być?

czwartek, 9 kwietnia 2015

Zakupy: zegarki z Allegro 7 szt.

Arcy Joko narobiła mi ochoty na tanie zegarki z eBay. Wypatrzyłam je na Allegro w przyzwoitych cenach.


Zapłaciłam niewiele, choć pewnie więcej niż na eBayu - mimo to z chęcią uniknęłam zabawy z kupowaniem w obcej walucie, przewalutowaniem i czekaniem kilku tygodni aż do mnie dotrą. Zakupy zrobiłam w sklepie EdiBazzar, bo już raz składałam tam zamówienie i wszystko odbyło się bardzo sprawnie. Koszt wysyłki poleconym priorytetem - 9zł. Zamawiałam zegarki dla 3os., więc nieszczególnie odczułam koszt wysyłki. Cała paczka to koszt 105zł, z czego cztery zegarki dla mnie kosztowały 53zł.



Dwa ciemnobrązowe zegarki z motylkami - 2x 10zł

 * * *


Duży, klasyczny, czytelny zegarek z czarnym paskiem - 15zł.

* * *


Zegarek z tarczą w kwiaty - 14zł

* * * 




Błękitno-złoty z nietypową bransoletką - 11zł

* * *



Delikatnie różowa tarcza + cienka, srebrna bransoleta - 19zł, najdroższy ze wszystkich.

* * *


Męski zegarek - 17zł

* * *

Z powyższych te 4 wybrałam dla siebie:


Obawiałam się czy zegarki za dychę mogą w ogóle działać i ładnie wyglądać. Odebrałam je dzisiaj - wszystkie są na chodzie. Do wyglądu nie mogę się doczepić, są naprawdę starannie wykonane i nie wyglądają na odpustowe. Poczta Polska też jakoś dała radę i dostałam towar w jednym kawałku.


Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem kupienia nowego zegarka, bo ostatni jaki miałam z powodzeniem wykończyłam. Miałam kupić jakiś u zegarmistrza w granicach 50-100zł. Zamiast tego mam 4 za 53zł - każdy w innym fasonie :).

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Ubranka dla niemowlaka: projekt ukończony!

Jeszcze w marcu udało mi się zrobić dwie czapki. Całość robiłam na prośbę koleżanki, która lada moment zostanie ciocią. To była dobra okazja by poduczyć się dziergania rzeczy trójwymiarowych.

Same zobaczcie jak mi poszło.

Czerwona czapka z ogromnym kwiatkiem i małym rondem, które można swobodnie wywinąć.



Druga czapka - z sercem i śmieszną antenką. Kształtem trochę przypomina mi dzwonek.




 I na koniec zbiorowe zdjęcie wszystkich robótek. Po zrobieniu tej spódnicy zastanawiałam się czy nie zrobić jakiejś dla siebie. Na kolejną jesień na pewno wydziergam sobie ciepłe kapcie.


Nie ukrywam, że jak na pierwszy raz jestem naprawdę zadowolona z efektów :).

czwartek, 2 kwietnia 2015

Podsumowanie miesiąca: marzec 2015

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy nie robić podsumowań - takich babskich, trochę kosmetycznych, trochę o tematyce kulturowej. Eksperymentalnie - spróbuję. Zapraszam na przegląd marca.

Zaczniemy od kultury szeroko pojętej, której jednak się trochę nazbierało.

Filmy: 


Trzy zupełnie różne filmy. Magic Mike - film o tym, jak młokosowi może uderzyć woda sodowa do głowy. W drugiej kolejności pojawia się oprawa zrobiona pod damską część widowni czyli występy striptizerskie i nieco dramatyczny wątek tytułowego bohatera i  dziewczyny, której brat wszedł w świat łatwej forsy. Wydaje się, że tylko ta dwójka chciałaby odciąć się od rozbieranych pokazów - reszta bohaterów świetnie się bawi. Podsumowanie w skrócie: film o gołych tyłkach (o dziwo - nie damskich) i problemach egzystencjalnych z nimi związanymi.
 
Co robimy w ukryciu - parodia filmów o wampirach, jak również seriali paradokumentalnych (dlaczego ja?, trudne sprawy etc.). Jako parodia jest genialnym filmem, jako film, który ma bawić... już mniej. Obejrzałam raz, było fajnie (choć to dość specyficzny humor) ale więcej nie mam potrzeby do niego wracać.

Teoria wszystkiego - naprawdę udany seans. Najbardziej podobało mi się to, że darowano sobie zbędny patos. Główny bohater, którego przecież kojarzymy z codziennych wiadomości, okazuje się normalnych człowiekiem, profesjonalistą w swym zawodzie, ale jednak człowiekiem niepozbawionym wad. Wbrew pozorom film ten opowiada nie tylko jego historię - postać jego żony jest równie mocno rozwinięta. Polecam!


Seria Mission Impossible z lat 1996, 2000, 2006 i 2011. Przestawiać ich nie trzeba, choć wróciłam do nich, bo najwyzwyczajniej zapomniałam większość fabuły. Pierwsze 3 części to świetne kino akcji, Ghost Protocol to duża dawka akcji z humorem, ktorego nie było wiele w poprzednich częsciach. Myślę, że na 5tą część pójdę do kina.



Brick Mansion ze zmarłym Paulem Walkerem to niezłe kino akcji. To co może przeszkadzać, to niedopracowany scenariusz, w którym czasem pojawiają się wątki cokolwiek naiwne. Jeśli obejrzeć go z przymróżeniem oka - świetna rozrywka gwarantowana. Zwłaszcza dla fanów parkour - to, co się tam wyprawia z grawitacją potrafi wbić w fotel.

Need for Speed - klasyka. Samochody, akcja, obrona wyższego dobra jakim jest przyjaźń. Wszystko przerysowane, fanów motoryzacji pewnie bardziej zachwyci niż mnie, a ja i tak miałam frajdę z tego seansu.

21 - grupa młodych studentów okrada kasyna - jak się okazuje z różnymi skutkami. To kolejny przykład jak łatwe pieniądze potrafią zmienić człowieka i jego sposób postrzegania świata. Film jest miłym sposobem na spędzenie wieczoru, aczkolwiek całość mnie nie powaliła i do niego drugi raz nie wrócę.

Igrzyska śmierci: kosogłos: klapa totalna. Powinno nazwać się tę część Depresją. Główna bohaterka cały czas płacze, dzieje się w sumie niewiele, a akcja z siostrą latającą za koteczkiem mnie nie rozczuliła, tylko dobiła głupotą bohaterki. Tyle zapamiętałam z tego filmu. Fabuła chyba wiele straciła po rozbiciu jej na dwie części ekranizacji. 

Muzyka


Amaranthe - The Nexus - nie lubię "słodkiego" wokalu, kręcenia tyłkiem, ani muzyki dance czy techno. Wszystko to można tu znaleźć. Wokalistkę spisuję na odstrzał. Mimo to dwóch pozostałych wokalistów, genialnie nakręcony teledysk pełen akcji, oprawa muzyczna (która jednak nie jest najlżejsza) wpadająca w ucho zasługuje na zauważenie. Trafiłam na ten kawałek przez przypadek na jakiejś youtube'owskiej składance power metalowej.


Illusion - Solą w oku. Tak mniej więcej widzę medialne zamieszanie wokół zbliżających się wyborów. Promocja polityków trwa, a ja staram się uciekać od tematu. Solą w oku to kawał dobrego polskiego rocka, który dobitnie podsumowuje ten temat. Na marginesie - kiedy po raz pierwszy usłyszałam ten kawałek to posądziłam Proletaryat o jego autorstwo. Mój błąd.


Książki


Brakuje mi czasu na papierowe książki, więc często sięgam po audiobooki. Wieszać każdy może A. Pilipiuka nie odstaje poziomem od genialnych poprzedników z serii o Jakubie Wędrowyczu. Tym razem większość historii dzieje się poza granicami Polski i trochę brakowało mi klimatu Starego Majdanu. O poprzednich częściach pisałam TUTAJ. To dobry pomysł na rozpoczęcie swojej przygody z audiobookami, bo Grzegorz Pawlak to świetny lektor.

Zaczęłam też czytać papierową wersję Assassin's Creed: Renesans (tom 1) i choć jest wciągająca marnie to widzę, ze względu na brak czasu.

W marcu nadszedł czas na bunt: ja chcę wakacje! Wiem, że takie "normalne" wakacje mi już nie przysługują, ale dajcie mi choć kilka dni, choć tydzień wolnego, przyzwoitą pogodę i ruszam w Polskę.


Kupiłam przewodnik z mapami Polska niezwykła XXL, przejrzałam i ustalono, co następuje. Przy pierwszej lepszej okazji chcę zaliczyć Wieliczkę, Kraków, okolice Złotego Stoku i Lądka-Zdrój. Na tygodniowy wypad zasługują na pewno: szeroko rozumiane okolice Zakopanem, Ziemi Kłodzkiej i Karpacza. Nie wiem co z tego wyjdzie, plany i chęci są, a w domu na pewno nie usiedzę. I niech diabli wezmą zamki, ruiny i pałacyki w rękach prywatnych, do których jest zakaz wstępu.
 Polecam mapy z wyd. Compass. Są dokładne, czytelne, jasne i w miarę intuicyjne. Idąc w teren zawsze staram się o mapy z tego wydawnictwa.

Szydełko

Słuchając opowieści o Wędrowyczu udało mi się zrobić 2 czapki, spódniczkę, opaskę na głowę i buty dla niemowlaka. Spódniczką z opaską i butami już się chwaliłam. Resztę pokażę niebawem.

Kosmetycznie


Były już tak piękne dni, że szykowałam się na krótkie sukienki i ogólnie wiosenną aurę. Teraz za oknem pada śnieg, ale arganowa mgiełka samoopalająca z Bielendy i tak już poszła w ruch. Pierwsze dwa użycia dały pozytywny efekt, ale czy jej zapach (nie śmierdzi, ale długo utrzymuje się na skórze) mi jej nie obrzydzi - nie wiem, sprawdzę.


Rzadko zachwycam się kremami i często zapominam, że je mam i powinnam używać. Jak już na promocji za śmieszne pieniądze kupiłam z Avon krem pod oczy hydra beyond i stwierdziłam, że faktycznie dobrze nawilża, to okazało się, że jest wycofywany ze sprzedaży. Mam go od niespełna miesiąca i bardzo się z nim polubiłam.

Rośliny


Lubię naturalne kwiaty - bez udziwnień, wstążek, brokatów... ale do tego, farbowanego bukietu oczy się same śmieją. Sprzedawany był pod nazwą "radosny bukiet" - trafna nazwa. W dodatku te kwiaty spokojnie postoją 3 tyg. w wazonie, więc nie mam żalu, że są cięte.


Na mój parapet wróciły rośliny mięsożerne: powyżej rosiczka, poniżej kapturnica.


Generalnie robienie w domu wąskich parapetów, na których nie mieszczą się dwa rzędy doniczek uważam za zbrodnię. Nie przeszkadza mi to co roku w udziwnianiu okien. Miałam już na nich przeróżne rośliny ozdobne, uprawę ziół i pomidorów koktajlowych i ostrych papryczek...


Na koniec dwa zdjęcia Hez - szczurzycy, która jako tako daje się sfotografować tylko gdy coś wcina.
Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy potrafią zrobić gryzoniom kapitalne sesje foto.


I tyle u mnie w marcu. Aż sama się dziwię, że udało mi się upchać tyle robótek i filmów w tym wariackim miesiącu.