Przeszło pół roku temu wpadłam do Astora w poszukiwaniu taniego tuszu, który zapchałby tymczasową dziurę w mojej kosmetyczce. Pozostaję wierna
wydłużającemu tuszowi z Avon, ale potrzebowałam jakiegokolwiek tuszu na kilka użyć, kiedy jeden dobry się skończył, a nowy zamówiony jeszcze nie przyszedł.
Wybór był dość przypadkowy. Tusz miał być tani, czarny, niewodoodporny i najlepiej wydłużać rzęsy. Padło na All eyes on me, multi effect mascara od Essence w kolorze 01 soft black. Zapłaciłam za niego raptem ok. 8 zł. Ma pojemność 8 ml.
Pierwsze, co rzuca się w oczy to grube opakowanie. Na zdjęciu nie ma dobrego odniesienia, ale jest 2x szersze od standardowych tuszy, które używam. Jest za to trochę krótsze. Spodobały mi się szare zdobienia z bąbelkami.
Opis od producenta po prostu zniewala. Robocop, to mało powiedziane, bo ten tusz ma: zwiększać objętość, wydłużać, podkręcać, pogrubiać i rozdzielać rzęsy. Jeszcze nie spotkałam się z takim tuszem, który by tyle zadań miał spełniać. W każdym razie po cenie (de facto najtańszy tusz w sklepie) do tych obietnic podeszłam z przymrużeniem oka.
Szczoteczka jest klasyczną spiralą ze sztywnych włosków. Jest średniej długości. Sama szczota spełnia swoje zadanie dobrze i jest poręczna. Nie mogę powiedzieć tego o zakrętce-uchwycie, która przez swoją nadnaturalną szerokość źle leżała w mojej dłoni. Mimo to większej krzywdy mi nie zrobiła. Efekt poniżej.
Tak wygląda oko po ok. 4-5 godzinach od wykonania makijażu. Tusz troszeczkę zdążył się wykruszyć, ale rzęsy nadal wyglądają dobrze. Generalnie można w nim przeżyć cały dzień bez poprawek. Rzęsy są lekko pogrubione i podkręcone. Zdarzało się, że tusz zostawił kilka grudek, albo skleił kilka rzęs. Nic ekstremalnego, bo szło to łatwo skorygować lub nawet zostawić, jeśli nie rzucało się w oczy. Jedyne co mnie zirytowało, to kilka razy odbił mi się na powiekach. Zaczęłam delikatniej (= mniej) go nakładać i zaczął współpracować. Tak jak pisałam, do obietnic producenta trzeba podejść z dystansem, bo stworzył może i tuszowego robocopa, ale wystrzałowy to on nie jest.
Poza tym chciałabym zauważyć, że makijaż ze zdjęcia (bo to był makijaż, nie moja wina że sam z siebie zniknął) był wykonany tymże tuszem oraz
cieniami Rimmel GlamEyes (recenzja). Jak widać tusz ma się od nich znacznie lepiej. Jasny cień jakoś trzyma się w kąciku oka, szary zupełnie spadł z ruchomej powieki, a kreska wzdłuż rzęs z czarnego jest już prawie niewidoczna. Tragedia.
Wracając do tuszu od Essence:
Plusy:
+ jakościowo średniak, ale i tak wart więcej niż te 8 zł
+ podkręca, pogrubia, wydłuża rzęsy
+ łatwo dostępny w stacjonarnych drogeriach
+ 4 wersje (czarny, brązowy, fioletowy, zielony)
Wady:
- nie rozdziela rzęs, lecz lekko je skleja
- może zostawić grudki
- odbija się na powiekach
Mimo wszystko polubiłam go, bo stosunek jakość/cena jest dobry. Powoli go wykańczam. Czy jeszcze raz go kupię? Jeśli musiałabym bardziej przyciąć wydatki na tusze, albo znów potrzebowałabym jakiegoś tuszu w oczekiwaniu na paczkę z moim ulubionym, to jak najbardziej.